Trzecia operacja-Rewizja po stapedotomii

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Filament.io 0 Flares ×

Kajetany.
Miejsce do którego wiem, że musze jeździć,
chociaż banana na twarzy z tego tytułu nie mam.
Bo jak go mieć, gdy wiąże się to zawsze z tym,
że no niestety prawie nie słyszę. No, ale cóż…
Po dwóch nieudanych operacjach (druga)
(czytaj: nic a nic lepiej nie usłyszałam)
i wizycie u profesora Skarżyńskiego nadszedł dzień kolejnej operacji.
W planach attykotomia z restapedotomią-
tak dzierżyłam w dłoni skierowanie od profesora.

Do Warszawy dotarłam w niedzielę wieczorem 17 czerwca, gdzie przechwyciła mnie moja kuzynka, przenocowała, nakarmiła i odstawiła pod bramy Światowego Centrum Słuchu. 18 czerwca -piękna pogoda, słoneczko, pełnia lata, zielono, radośnie i JA… wolnym krokiem zmierzająca z walizeczką do Wejścia B.

Po godzinie 11 pobrałam numerek i się zaczęło.

Obowiązkowe druczki do wypełnienia i pod drzwi….


Jedna gazetka przejrzana, druga… godzinka minęła.


Hurra… mój numerek na wyświetlaczu.
Miła Pani Kinga (bo Kingi to fajne babki 😉 ) pomilczała, popatrzyła, okazało się, ze nie miała świeżego skierowania do attykotomii, więc zapadła chwila konsternacji, ale postanowiła iść tym torem.
Posprawdzała obowiązkowe badania (ekg, krew, szczepienia przeciw żółtaczce, rtg płuc, morfologia, grupa krwi),
druczki, które miałam wypełnić i wysłała mnie na badania.

 

Wskoczyłam na pięterko, gdzie miły pan wkładał mi  i wyjmował… końcóweczki do uszu! (no nie myśleć, nie myśleć 😉 ) i puszczał…  ciśnienie! 😉
Na tym ono polega, wkłada się i wyjmuje i tak po kilka razy do każdego ucha. Co wyszło, nie wiem. Dostałam podpis jak na indeksie- zaliczone! i ruszyłam na dalsze badania: audiogramy i odruch strzemiączka.
Oczywiście wyniki wyszły z cyklu: o ja pierd***, czyli nic nowego…

 


Wróciłam z badaniami do Pani Kingi, wszystko zostało zaklepane i poszłam po przydział do pokoju. Po 10 minutach zostałam zaobrączkowana, oraz zaczipowana (dostałam kartę magnetyczną niezbędną do otwierania komnat). Bez niej nie ma wejścia na oddziały.

Zabezpieczenie prze osobami postronnymi.
Pokoik (dam sobie głowę uciąć, że ten sam co ostatnio) był pusty, wybrałam więc sobie łóżeczko- of course przy oknie ;-), z którego i tak nic nie widać,
ale taka miejscówka dla mnie najlepsza-z dala od drzwi.



Rozpakowałam się i była 15. Czas wolny!

Poszłam się trochę podotleniać i wchłonąć zieleń, kupiłam zapas wody i wróciłam do pokoju poleżeć.

Już miałam towarzyszki niedoli w pokoju.
Super kobitkę 50+ i jedną w moim wieku.
Ja, już „weteranka” odpowiadałam na pytania, opowiadałam co czeka i ogólnie nastawiałam je pozytywnie. Bo uwierzcie, ale sama miałam stoicki spokój. Pełen luz. Jak już przychodzisz 3 raz, wciąż z nadzieją, to nie boisz się.
Bo czego? Że nie będziesz słyszeć? Heh. I tak nie słyszę 😉
Po kolacji w barze- gdzie wpadłam w super poślizg na mokrej podłodze,
bo przecież trzeba zmywać jak ludzie chodzą!! ogarniałam pulsujący ból uda, którym zasunęłam w stolik i obserwowałam rosnącego pięknego siniaka.

Wieczorem wezwanie do pielęgniarek. Krótki instruktarz co nam wolno czego nie wolno: nie jemy rano, łyk wody, umyć się dokładnie płynem dezynfekującym, zero biżuterii  i czekać.


Na hasło idziemy, ma się minutę na przebranie
Padło hasło, iż jest dużo operacji i wybrane osoby mają być już gotowe na blog o 6. Poinformują kto.
Hmmm, pomyślałam… może ja? Ostatnio wzięli mnie o 18.
Więc może teraz dla odmiany… No ale zobaczymy.
Poszłam do pokoju wylegiwać się trochę.
Zmyłam lakier z pazurków (bo nie wolno) wykąpałam się myjąc włosy na potęgę, z myślą, że nie będę tego robić dłuższy czas.
I wpada pielęgniarka…  Latosińska? Gotowa na 6 rano.
Yes, yes , yes… Rach ciach i po bólu. I git!
Ze mną na 6 także koleżanka z pokoju.
Padłam spać… o 5 rano ruch jak w ulu.
Mycie, suszenie, przebranie za smerfa (czytaj ubranie jednorazowej niebieskiej piżamki) i 6 tadam! Gotowe!
Czekamy….

6.15 Latosińska! Lecę!
Tradycyjnie zmierzam do jaskiń z chatkami hobbita (czytaj sale operacyjne).. ( no tak sobie ubzdurałam i już )
Po zjechaniu windą do poczekalni czekałam może 3-4 minutki. Przyszła zielono ludkowa pani i zabrała mnie do sali. Szłam ze stoickim spokojem. Nawet żyłka mi nie drgała, uśmiech i do przodu.
Weszłam do hobbitonu, jasnego aż po oczach dawało.
Podreptałam w kierunku dobrze znanego mi już łóżeczka (jak zwykle wąskiego, aż ręce spadały, wsadzałam jedną pod tyłek) położyłam się… wenflonik w łapkę i hasło: będzie ciepło, sennie… no i było.
Czułam jak narkoza krąży mi w żyłach, oczy zamykają się, otwierają, sennie, błogo, dobrze i ciach….
Otwieram oczy… o matko jakie powieki ciężkie, zamykam.
Otwieram, zamykam… dociera do mnie: budzimy się, budzimy…
czyli już po… rozpoznaję sale pooperacyjną, krzątające się pielęgniarki.
Nagle wyrasta mi koło głowy profesor Skarżyński.
-Czemu nie operujemy prawego ucha?
Yyyyyy? Bo robimy cały czas lewe… ?
odpowiedziałam starając się myśląc jasno, co było kuźwa trudne z lekka…
– Prawe ucho jest do pilnej operacji, ma pani bardzo złe wykresy, w ciągu 3 miesięcy operujemy, bo zaraz nie będzie już czego ratować…
Yyyyyy? Dobrze… bo co miałam powiedzieć!?
– Czy udało się? zrobił mi pan tę attykotomię?
-Nie. Bo mogła uszkodzić słuch, więc najpierw próbujemy tego co można. Miała pani unieruchomione kosteczki. Nie działało kowadełko, było pełno zrostów. Usunęliśmy je i uruchomiliśmy kosteczki… i poszedł
A mnie krew zalała… w przenośni of course…
Ja pierdole… no, ale znów to samo. Przecież już uruchamiali i one cały czas zarastają i stają. Miała być teraz attykotomia, czyli coś nowego, co może by pomogło.Czyli operacja na darmo…
Tak rozmyślałam barabaniąc się do mojego łóżka, przywieziona wózeczkiem na górę. 8 rano…
Wysłałam sms do najbliższych i padłam spać.


Budziłam się i zasypiałam do 13-14… dostałam antybiotyk, przeciwbólowe, przeciwzapalne… Ucho kłuło. Czułam straszne przymulenie i zmęczenie.


Po 14 przyszła pielęgniarka i powiedziała dość lenistwa.


Wygoniła nas z koleżanką spacerować i zmienić niebieskie piżamki na swoje.
I tak kroczek w tą, w tamtą i do łóżka i za godzinkę znów.

I dużo pić. Pić.
A mnie się chciało JEŚĆ. Czekałam na kolację jak na lody z mc donaldsa…
Była wyborna! 😉 Pochłonęłam i oblizałam się 2 razy  😉


Obejrzałyśmy mecz Polska-Senegal, chociaż może stres niepotrzebny 😉


I tak leciał czas… a ja z każdą chwilą wiedziałam, że nie będzie efektu.
Czułam to całą sobą i było mi z tym źle…
Minął wtorek, noc, przyszła środa.
Po śniadanku czas na obchód. Jak się pani czuje? Dobrze. Zawroty?
Nie.
Zostanie pani dziś, poobserwujemy i jutro do domu.
Ale jak??? (myslę! Ostatnio 3 dnia do domu, a tu nagle takie cuda? )
Mąż po mnie jedzie, za godzine będzie- mówię.
Aha, to ok, to może pani dziś wyjść.
Gdybym wiedziała… to bym została ten jeden dzień. No, ale cóż.


Ogarnęłam manatki, poszłam po wypis, zmianę opatrunku, zwolnienie.
W pokoju badań… próba stroikowa.
Łup o buta stroikiem i przystawiają mi do głowy… hmmmm. no cicho, wiadomo. Nie słyszy pani?
Nie.
Patrzą… no to jeszcze raz. Łup o buta…. a teraz?
Nie.
No to z innej strony? i tak i siak…
w końcu mówię, może tak cicho coś słyszę.
Główna pani doktor z pobłażliwym uśmieszkiem mówi, dajcie mi,
łup o buta i stroikiem mi w zęby..
Ja pierdole… nie wiem co to miało znaczyć,
ale uwierzcie poczułam, zabrzęczało, mało mi plomby nie wypadły.
Ale co to ma do ucha? Nie wiem.
Ale brzęczało i doktor była zadowolona.
Ja nie.
Oddałam kartę magnetyczną, odebrałam zwolnienie 2 tygodnie i mąż zabrał mnie do domu.
Opakowanie Agumentinu, przeciwbólowe, przeciwzapalne, zakaz mycia głowy 30 dni, zero wysiłku 14 dni…
Wracałam do domu w ciszy. Ze smutkiem w serduchu.
tydzień do wyjęcia opatrunku zleciał mi na leżeniu, zmęczeniu, kłuciu z lekka w uchu, czytaniu książek i czytaniu… co mi jest.
Odnalazłam…
Nie mam typowej otosklerozy. Zawsze mi mówili w Kajetanach, że nie mam, że nietypowa.
Zarastają mi kosteczki, robią się złogi wapnia, któe zalepiają ucho, ono słabnie, leci słuch. To tympanoskleroza. Ciężki cholerne gówno, które nie do końca wiadomo skąd i dlaczego jest i jeszcze gorzej zrobić coś co da efekt.
Praktycznie tylko leczenie chirurgiczne daje cokolwiek.
Mówiąc wprost już słyszeć lepiej raczej nie będę. Mogę jedynie walczyć, by słyszeć cokolwiek w aparatach.
Miałam kilka cięższych dni, gdy rąbałabym siekierą każde drewno pod ręką.
Wylałam kilka łez…
Ale jak to ja… otrząsnęłam się. Przetrawiłam i dalej!

Wróciłam na wyjęcie opatrunków. Wiedziałam, że będzie do dupy.
Ale zawsze tli się nadziej, że a nóż coś cokolwiek.
Oczywiście wszystko się rozwiało jak mgiełka.
Wyjęli opatrunki i … cisza…
W takich chwilach łzy same napływają do oczu.
Powrót do domu w ciszy…

Minęł miesiąc od operacji. Jestem po wizycie kontrolnej. Po badaniach.
Można się pobawić w znajdź różnicę…


Jak było tak jest.
U góry lipiec/ na dole czerwiec

prawe ucho

lewe ucho

Ucho żyje swoim życiem. Wsadziłam aparat to przy głośnych dźwiękach

trzeszczy mi jak w radio (bez aparatu też to obserwuje)
Wydaj mi się, że kosteczki rozpaczliwie próbują działać, ale im nie wychodzi.
W uchu lekka blizna na błonie bębenkowej i mały strupek. Ma wypaść.
Pani doktor za wiele nie powiedzała… no niestety nie ma poprawy..
Hmmm, serio?
Ah. Co dalej z lewym? Jest w planach czwarta. Attykotomia.
Kiedy? Nie wiem.
Czekam aż się to uspokoi, aby włożyć aparat i żyć dalej, bo na jednym jest ciężko.
Mam już skierowania na operację pilną na prawe ucho.
Czekam na termin-czekali aż zrobię badania.
Co mi będą robić? Zapewne otworzą, wymienią błonę bębenkową (jest cała biała, czyli obrośnięta solami wapnia, czyli do niczego się nie nadaje), wyczyszczą ucho, uruchomią kosteczki.
Obecnie na prawe ucho bez aparatu nie słyszę kompletnie nic.
ZERO
resztą przy takich wykresach ktoś się dziwi?
-110 to granica głuchoty
Poniżej dla was kilka fachowych danych- skopiowałam je z neta
U mnie jest mega mieszanka obydwu
Tympanoskleroza jest schorzeniem ucha środkowego, w którym dochodzi do odkładania się złogów soli wapnia w błonie bębekowej, co widoczne jest podczas wziernikowania ucha jako mleczne nieprzeźroczyste obszary różnej wielkości. Tympanoskleroza dotyczyć może również błony śluzowej jamy bębenkowej.
Urazy błony bębenkowej oraz przewlekłe procesy zapalne mogą prowadzić do powstawania płytek tympanosklerotycznych. Złogi tympanosklerozy mogą powodować przewodzeniowe upośledzenie słuchu zmniejszając ruchomość błony bębenkowej oraz niekiedy powodując unieruchomienie łańcucha kosteczek słuchowych.
W bardziej zaawansowanych przypadkach dochodzić może również do perforacji błony bębenkowej co dodatkowo pogłębia niedosłuch. W takich przypadkch możliwe jest wykonanie operacji rekonstrukcyjnej ucha środkowego.

 Otoskleroza jest chorobą dotyczącą struktur ucha środkowego i wewnętrznego, które ulegają anatomicznej i czynnościowej degeneracji. Objawia się narastającym niedosłuchem (jedno- lub obustronnym), któremu mogą towarzyszyć szumy uszne i zawroty głowy. Otoskleroza jest chorobą o nieustalonym podłożu.
Wiadomo, że choroba ta częściej dotyczy kobiet, występuje rodzinnie
(ale nie jest to regułą), rozwija się u kobiet często w okresach zmian hormonalnych
np. w trakcie ciąży. Otoskleroza młodzieńcza rozwija się nawet u kilkuletnich dzieci i jest znacznie trudniejsza do leczenia.

Otosklerozę można podejrzewać na podstawie wywiadu
(postępujący niedosłuch bez uchwytnej przyczyny np. w postaci zapaleń uszu, szum uszny, występowanie rodzinne). W badaniu otoskopowym najczęściej nie stwierdza się żadnych zmian, a w badaniach audiometrycznych stwierdza się niedosłuch i brak odruchów z mięśnia strzemiączkowego. Na tej podstawie można mieć podejrzenie graniczące z pewnością, jednak ostateczne rozpoznanie otosklerozy stawia się dopiero po potwierdzeniu śródoperacyjnym.Zmiany chorobowe w uchu środkowym powodują upośledzenie ruchomości jednej z kosteczek słuchowych (strzemiączka), co pogarsza przewodzenie dźwięków do ucha wewnętrznego i objawia się niedosłuchem przewodzeniowym. Zmiany w uchu wewnętrznym wpływają na pogorszenie wydolności układu odbiorczego ucha, powodując niedosłuch odbiorczy i są przyczyną powstawania szumów usznych i ewentualnych zawrotów głowy. Często oba typy niedosłuchu współistnieją, mówimy wtedy o niedosłuchu mieszanym.

Jest takie mądre powiedzenie
Żyje się aby walczyć, walczy się aby żyć

I ja walczę.
Walka trwa.

Print Friendly, PDF & Email
21Shares

9 odpowiedzi do “Trzecia operacja-Rewizja po stapedotomii”

  1. Walczymy!! Chociaż czasem brakuje mi juz wiary ze bedzie lepiej.. Co zrobić trzeba żyć dalej. Pozdrawia Karolina (z Kajetan) 🙂

  2. Że macie siłę aby walczyć…ja po nieudanej stapedotomii i okropnych bólach głowy od zabiegu jestem załamana…a najgorsze,że w Kajetanach nie chcą mi już pomóc bo ta operacja nie była łatwa…

    1. Ja mam trzy nieudane operacje kochana. Nie łam się. Trzeba walczyć. Samo się nie zrobi, ani nikt za nas. Albo utrata słuchu albo walka! Co u ciebie się wydarzyło? Napisz na maila jak nie chcesz tutaj

  3. Mam operacje w Kajetanach. Boję się jak nie wiem. Nigdy nie miałam operacji.
    Mam mieć tympanotomia z usunięciem zmian zapalnych i ew attykoantromastoidektomie. Jak będzie dobrze to będę miała rekonstrukcje błony, a jak będzie słabo to nie.
    Serio można myć włosy dopiero po 30 dniach? Jak żyć?

  4. Dziękuję za opisanie procedury:)
    mam operację 14 listopada w Kajetanach
    strasznie się boje, ma to być tympanotomia z usunięciem zmian zapalnych i ew attykoantromastoidektomia, mam nadzieje, ze uda się zrobić od razu rekonstrukcję.
    Poważnie nie myłaś włosów przez 30 dni? da się?
    powodzenia w leczeniu

    1. Witaj Martyno. Nie dziwię się, że się boisz… zdziwiłabym się, gdyby było inaczej. Ja zaraz jadę 4 raz i zawsze odczuwam niepokój, choć może już nie strach. Myśl pozytywnie. Walcz!
      Serio nie myję włosów. Po 2 tygodniach delikatnie nieoperowaną stronę – głowę próbuję lekko zwilżać, odświeżać. Bardzo pilnuję, aby nie dostała się woda. Ucho się goi dobry miesiąc. Nadmiar suchych szamponów tylko szkodzi. głowa nie ma czym oddychać, swędzi bardziej niż niemyta. Co kilka dni używaj.
      Być może się spotkamy, kto wie… Gdyż miałam jechac dziś i być operowana 23. ale mam przesunięcie na listopad. Trzymam kciuki i napisz koniecznie.

      1. może się spotkamy, choć wolałabym Cię spotkać w innych okolicznościach:)
        wycieka mi płyn z ucha od czerwca i z jednej strony nie mogę się doczekać bo już mam tego powyżej uszu:D:D a z drugiej strony boje się co będzie jak nie odzyskam słuchu, czy się nie załamie?
        też miałam już 3,10 ale zachorowałam i przesunięte mam
        za każdym razem operował Cię prof. Skarżyński?
        i te wizyty przed są zawsze u profesora, czy to loteria?

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *