Staś i Nel, Michałek i Martyna- krótko o tym co warto poczytać

Spotkanie dla blogerek w Giżycku obfitowało także w książki i książeczki.
Krótko o tym co mi się spodobało, a co nie.
Wydawnictwo Znak podarował super premierę:  „Staś i Nel-Zaginiony klejnot Indii”
Czy jest ktoś kto nie zna historii Stasia i Nel?” W pustyni i w puszczy” to już legenda. Film oglądałam parę razy, a tu nagle kontynuacja! Książka jest fantastyczna! Akcja, przygoda, tajemnica. Jest Staś, jest Nel i są inne świetne postacie. Autor napisał tę książkę idealnie nawiązując  do 1 części.Czyta się jednym tchem!
Polecam i młodszym i starszym. Premiera dopiero we wrześniu, więc więcej Wam nie powiem 😉
Tu można kupić książeczkę: http://www.znak.com.pl/kartoteka,ksiazka,5605,Stas-i-Nel-Zaginiony-klejnot-Indii cena przystępna ok. 35zł

Druga książeczka to cudna, kolorowa książka „Fotografia dla blogerów” od Helion .
Ile tam porad i wskazówek dla nas, blogerów! I myślę, że nie tylko…dla każdego kto pstryka. Muszę tę książkę przetrawić kilka razy, obecnie pobieżnie ją przejrzałam. Ale już wiem, że to taka mała biblia. Wszystko jest dokładnie wyłumaczone na przykładach, ze zdjęciami, co jest źle, a co dobrze.
Tu można kupić tę książeczkę http://helion.pl/ksiazki/fotografia-kulinarna-dla-blogerow-matt-armendariz,fotkub.htm
Jednak powiem Wam, że aż taką fanka fotografii nie jestem i  za tę cenę nie kupiłabym jej- dość wysoka 55 zł

Trzecia książeczka to nasza kochana Martyna:
Sklep Burda ufundował ” Fusi dzielny słonik z Kenii” Martyny Wojciechowskiej.
Wspaniała książeczka, w której Martyna opisuje tytułowego słonika. Jednocześnie książka wzrusza, uwrażliwia na wiele spraw i edukuje. Lektura obowiązkowa! Nie tylko dla dzieci. Kosztuje około zł 12 zł

Kolejne książeczki to od Wydawnictwa WAM
„Miłość, granice i konsekwencje-poradnik dla rodziców”. Same konkretne przykłady, wyjaśnienia oparte na opiniach psychologów, rodziców. Warto przeczytać dla informacji, ale trochę „sztywna” ” prawa człowieka, konstytucja. Nie każdy chce to czytać. Mam zamiar jednak dokładnie przeczytać ją jeszcze raz. Nie jest drogi ok 11zł
http://katalog.wydawnictwowam.pl/?Page=opis&Id=33838

„Jak Michałek szuka miłości”-lekka bajeczka dla dzieci. Miło się czyta. Michałek ma zadanie do wykonania 😉 cena ok 5zł
http://katalog.wydawnictwowam.pl/?Page=opis&Id=14708

Ostatnia pozycja i niestety ostatnia na mojej liście

„Mikrulki” A. Olejarczyk. Opowieść o stworzonkach, które wychodzą spod desek podłogi.
Dostałam śliczną kopertę, ze śliczną zawieszką i po otwarciu przeczytałam niezrozumiałą dla mnie część opowieści o tzw.  Mikrulkach.
Co więcej, moje dzieci po 1 stronie spytały czy musza tego słuchać, a po skończeniu całości nie potrafiły mi za bardzo powiedzieć nic sensownego i nie spodobało im się.
Moje zdanie: Sama nazwa Mikrulki jest miła i dźwięczna i przywodzi mi na myśl opowieść o malutkich stworzonkach pełnych radości i pasji i opowieści z ich świata. A przeczytałam krótki fragment pełen dziwnych nazw. Już po pierwszych 2 stronach zapomniałam połowę nazw Mikrulków i na 3 natrafiłam na atak farfocli :-/ co to miało wnieść? Jakaś agresja, poniżanie Mikrulków przez farfocle, wyśmiewanie się, że ktoś jest gruby…Przytyki, ubliżanie sobie…Trochę smutno mi się zrobiło, bo myślałam, że to mają być jakieś edukacyjne, radosne Mikrulki…Może gdybym przeczytała od początku i całą, a nie taki urywek…Muszę to jeszcze przemyśleć.
Obecnie nie zostałam fanką Mikrulków. Być może Wam się spodobają, możecie mieć inne zdanie. Moje jest właśnie takie.
Tu jest link do strony: http://mikrulki.wix.com/mikrulki

Placki cukiniowo-selerowe


W każdym warzywniaku mamy teraz świeże, sezonowe warzywa.
Placki z cukinii robiłam nie raz, a zaopatrzyłam się także w młody seler i postanowiłam to połączyć!
Placki wyszły świetne!
Czuć warzywna nutę, która w połączeniu z kleksem śmietany smakuje wyśmienicie!
I do tego zdrowo.

Co nam trzeba?
2 małe młode cukinie
2 młode selery (wielkości mniejszej niż zaciśnięta pięść) lub 1 duży
mąka pszenna- 200-300g
2 jajka
sól i pieprz
śmietana 12% bądź jogurt naturalny
olej do smażenia-u mnie winogronowy

Robimy!

Warzywa myjemy. Młodej cukinii nie trzeba ze skórki obierać, selera obieramy.
Tarkujemy warzywa jak ziemniaki na placki ziemniaczane  lub używamy robota jak ja np. Kasia, gdzie dobieramy odpowiednią tarczę- czyli na bardzo drobnych oczkach.
Dodajemy  sól i pieprz, wbijamy jajka i mieszamy do połączenia.
Na koniec dodajemy mąkę, aby masa była lekko gęsta  i mieszamy.
Rozgrzewamy patelnie lekko natłuszczamy i smażmy placki na złoto z każdej strony.
Placki szybko wchłaniają olej, więc co nową partię trzeba podlewać.
Placki wyjmujemy na talerz wyściełany ręcznikiem papierowym, aby wchłoną nadmiar tłuszczu.
Podajemy z kleksem śmietanki bądź z ketchupem (wersja mojego męża)

Ekstrakt z aloesu- cud zamknięty w chusteczkach

Kolejną rzeczą do wypróbowania, którą przywiozłam z Gizyckiego spotkania są chusteczki Equilibra http://www.equilibra.pl/

Powiem szczerze, że nie miałam okazji stosować takiego typu kosmetyku.
Aloes znam-wiem jakie ma dobroczynne właściwości, ale w chusteczkach? Nowość!
I zauroczyły mnie!
Ich główne zadanie to złuszczanie. Jest 20 sztuk w opakowaniu. Powinno się używać tak 2 razy  w tygodniu czyli opakowanie starczy nam na około 2-3 miesiące. Pozwolę sobie przytoczyć słowa producenta:

Chusteczki złuszczające z aloesem (20%) zawierające alantoninę i glicerynę, zapewniają głębokie oczyszczenie i równowagę hydrolipidową skóry twarzy w dwu prostych krokach: 1. ZŁUSZCZANIE, 2. WYGŁADZANIE. Zielona szorstka strona chusteczki delikatnie usuwa martwe komórki i zanieczyszczenia, a miękka wygładza skórę twarzy, przywracając jej naturalną równowagę.

Dlaczego aloesowe chusteczki złuszczające?

  • Wysokie stężenie aloesu: 20%;
  • Aloes pozyskiwany w ręcznym procesie ekstrahowania na zimno, nie pasteryzowany, bez obróbki chemicznej;
  • Wzbogacone alantoniną i gliceryną;
  • Bezalkoholowe, nie zwierają chemicznych substancji złuszczających;
  • Naturalne i łagodne;
  • Testy wykazały iż regularne stosowanie chusteczek 2/3 razy w tygodniu usuwa do 37% więcej martwych komórek oraz wykazuje do 40% większą podatność skóry na zabiegi nawilżające i odżywcze. 

A teraz moja opinia:
Chusteczka ma 2 strony:
zieloną jak delikatna tarka:
Zdjęcie
I białą mięciutką i nasączoną
Zdjęcie
Najpierw delikatnie szorujemy zieloną stroną i złuszczamy naskórek, wygładzamy buźkę….cudowne uczucie! Skóra aż pracuje!
A potem białą stroną przecieramy i czujemy jak delikatna robi się skóra, miękka i znika uczucie po ścieraniu. Po kilku minutach skóra jest odświeżona, zdrowa i nie błyszczy. Czuć świeżość na twarzy.
Produkt rewelacyjny!!!!!
Wypróbowałam także próbkę balsamu do ciała z tej serii i jest równie dobra: skóra szybko nawilżona i delikatna!
Tu są punkty sprzedaży http://www.equilibra.pl/index.php?mode=sales
A tu ceny z aptece doz http://www.doz.pl/apteka/s0_0-Szukaj?value=Equilibra
Bardzo fajne i przystępne ceny! Ja już wiem, że kupię!!! Polecam!!

Chłodno? Załóż cud na nóżki i kolor na szyję!

ZdjęcieZdjęcie

Jesienne must have!? Rajstopy i szal/komin na szyje!
Na spotkaniu blogerek w Giżycku zadbano także o naszą garderobę i tak oto zostałam posiadaczką wyrobu Gabriella http://www.gabriella.pl/
Ponieważ nie lubię afiszować się takimi, kobiecymi elementami- zostawiam je dla męża 😉  polecam zerknąć i poczytać http://www.gabriella.pl/fantasia-collection/emma-code-208/  cena w e-sklepie 18,80
JA TYLKO DODAM OD SIEBIE,ŻE JEST TO ŚWIETNA JAKOŚĆ I JESTEM BARDZO ZADOWOLONA.
Polecam kobitki!!!!!
Drugi upominek to cudny cukierek ze sklepu AGA https://www.facebook.com/sklepagagizycko?fref=ts
Zdjęcie
A w nim niespodzianki:
Zdjęcie
Urocza czarna bluzka-elastyczna, świetnie się układa, miła w dotyku.
świetne czarne krótkie skarpetki-eleganckie
No i mój hit-kolorowa długa chusta na szyję, którą teraz noszę codziennie!
Świetna kolorystyka!
Mam zamiar odwiedzić ten sklep-mam do Giżycka 23km 🙂

A jakie są wasze typy na jesienną porę?

Jemy? Więc myjemy zęby, czyli szczoteczka elektryczna w podróży

Zdjęcie
Na spotkaniu w Giżycku firma arsdental sprezentowała elektryczne szczoteczki do zębów dla dzieci lub dla dorosłych.
Mnie przypadła ta urocza zeberka,
Przed kilkoma dniami podróżowałam, więc postanowiłam ją wypróbować.
Jest mała, poręczna, lekka i w cudnym opakowaniu. Osoba postronna nie wie co ty tam masz.
A tu niespodzianka!
Szczoteczka jest w pełni sprawna, szybka i dokładna. Główka wygląda jak przy tradycyjnej szczoteczce.
ZdjęcieZdjęcieZdjęcie
ZdjęcieZdjęcie
Jak donosi producent:
Szczoteczka soniczna SLIMSONIC emituje 22 000 drgań na minutę, dzięki którym usuwa płytkę nazębną skuteczniej niż zwykłe szczoteczki. Szczoteczka jest zasilana za pomocą zwykłej baterii AAA
Zalety szczoteczki  Slim Sonic:

  • Bardzo dokładnie czyści powierzchnie zębów i dziąseł – szczoteczka SLIMSONIC emituje 22 tys. ruchów na minutę dzięki czemu idealnie czyści wszystkie, nawet najtrudniej dostępne, przestrzenie jamy ustnej
  • Unikalne wzory i kolory gwarantują niepowtarzalność i oryginalność – ponad 10 dostępnych wzorów!
  • Elegancki design – dzięki eleganckiemu wyglądowi szczoteczka SLIMSONIC jest idealnym dodatkiem do każdej damskiej torebki
  • Niewielki rozmiar pozwala zmieścić szczoteczkę SLIMSONIC nawet w najmniejszej torebce – idealna do stosowania w podróży czy poza domem
  • Prosta w obsłudze – wszystkie operacje wykonujemy za pomocą jednego przycisku
  • Ekonomiczna eksploatacja – atrakcyjne ceny końcówek wymiennych
  • Ładowanie bateryjne zapewnia nieograniczone użytkowanie – po wyczerpaniu baterii wystarczy, że wymienisz ją na nową
    PODSUMOWUJĄC:
    Szczoteczka kosztuje ok 70-75zł w internecie.
    Końcówki-5 sztuk ok 55zł : Cieniowane włosie końcówek zapewnia dotarcie nawet do trudnodostepnych miejsc w jamie ustnej,a w połączeniu z ruchem sonicznym, skuteczne usunięcie płytki nazębnej i osadu. Producent zaleca wymianę końcówek raz na 3 miesiące. Przy tym założeniu ekonomiczne opakowanie 5-ciu końcówek wystarcza na ponad rok regularnego użytkowania.

    Jestem wielką fanką szczoteczek elektrycznych- używamy całą rodziną i wiem, że za dobra jakość trzeba zapłacić.
    Oral-B czy Braun są jeszcze droższe i nie da się ich  tak uroczo wrzucić do torebki 🙂 Jestem na TAK.

Ossikuloplastyka z myringoplastyką czyli moja wizyta w Kajetanach

Zdjęcie

21 sierpnia – czwartek-dotarłam do Kajetan około godz. 10 rano. Po 2,5h godzinach oczekiwania wezwano mnie do gabinetu (wcześniej musiałam wypełnić cały plik papierów-wywiad anestozjologiczny, zgody różne itp.). Z tymi papierami wkroczyłam do Pana doktora. Zajrzał do uszu, do nosa, zrobił próby stroikowe, wziął badania, które miałam przywieźć:
-ekg serca
-morfologia pełna i krzepliwość krwi
-zaświadczenie od lekarza rodzinnego o stanie zdrowia
-grupa krwi
-szczepienie przeciwko żółtaczce
– wypisy jak gdzieś się lecze czy z innego pobytu w szpitalu
Potem wysłał mnie na badanie słuchu. Po zrobieniu odniosłam mu i kazał przyjąć się na oddział. Uffff….nie odesłali mnie do domu.
Trzeba być zdrowiutkim!
Zgłosiłam się do stanowiska hospitalizacji i dostałam opaskę na rękę-po około 0,5 h zawołano moje nazwisko i dostałam przydział pokoju. Pokoik czysty, nowoczesny, z klimatyzacją, z łazienką, szafkami itp.
Pomaszerowałam na pięterko, a tam mój pokój zajęty! 4 łóżka i 4 babki (dosłownie babki! ), poszłam więc do pielęgniarki i ulokowała mnie w pustej 4-ce. Miałam więc możliwość wyboru łóżka :-D.  Łóżka dość twarde-plecy mnie bolały po 1 nocce, z pilotem do regulacji góra, dół, co było bardzo fajne potem! Było około godz. 14.
Poszłam sobie połazić, podzwonić, bo w pokoju Orange zasięg miało fatalny prawie zerowy- nie mogłam dzwonić, ledwo sms-y szły. Ale jest wi-fi za darmo dla gości, więc internet szedł jak burza.
Po powrocie do pokoju były już pozostałe współlokatorki- fantastyczne kobiety-wszystkie w takim wieku, że mogłyby być moimi mamami 😉 i wszystkie słyszały lepiej ode mnie…
O 17 kolacja. Poszłyśmy do baru. Bułeczka, 2 kromki chleba, 3 plastry wędliny, ser, strzęp sałaty i masłopodobna kosteczka.
W pokoju padłyśmy spać po 20. wszystkie zestresowane i zmęczone, bo każda przyjechała z daleka. Jak zasypiałyśmy wpadła pielęgniarka i poinformowała, że od 7.30 są zabiegi i mamy być gotowe. Do tego czasu nikt nie zagląda, nie robi badań i się tobą nie interesuje.
Od 6 rano następnego dnia (piątek) szaleństwo. Mycie włosów, suszenie, mycie ciała, czyste piżamki. Nie jemy i nie pijemy. 7.23 wpada pielęgniarka i porywa 1 babkę, o 7.30 wpada i leci następna. 2 zostają- w tym ja…czekamy dalej bez jedzenia i picia. O 9 rano wraca 1 babka jak zombi idzie do łóżka prowadzona przez pielęgniarkę (pod pokój podwożą na wózku). Kładzie się i leży z zamkniętymi oczami (niebawem miałam się o tym przekonać). My dalej czekamy. O 11 wraca następna-kolejne zombi. Po 3h! Miała reoperację ( w czerwcu miała 1 i nie wyszło)-operował ją sam prof. Skarzyński. 12.30 wpada piguła i woła moje nazwisko. Kopniak w tyłek od sąsiadki, szlafroczek i idę. Bloki operacyjne są na tym samym piętrze, więc przeszłam 15m i już byłam na miejscu. Drzwi się odsunęły (miałam skojarzenia jak w Seksmisji 😀 przez cały czas hahaha ) weszłam do środka na krzesełko, szlafroczek na wieszak, odsunęły się kolejne drzwi i  pielęgniarka w zielonym ubranku poprosiła mnie do środka. Szłam tunelem i mijałam tylko drzwi z literami A, B, C, D i E- mój. Otworzyły się drzwi i zaraz znów drzwi i weszłam do dużej sali, bielutkiej aż raziło, z mnóstwem sprzętu, monitorów itp.  itd.
Położyłam się grzecznie na łóżeczko-wąskie! aż ręce spadały. Zielona Pani podłączyła mi elektrody do kontroli pikawki, zamocowała wenflon i przyszedł Zielony Pan. Powiedział, że zrobi mi się ciepło i zakręci w głowie. Coś mi wstrzyknęli i nałożyli maseczkę. Zrobiłam się cięzka jak 100kg poczułam bezwład, zaczęło mi wirować, oczy zamykałam i otwierałam, pomyślałam, kurcze nie działa, nie zasnę, muszę wciągnąć mocniej i wciągnęłam porządnie nosem i już obudziłam się po wszystkim….
Sam moment przebudzenia pamiętam jak przez mgłę. Jakieś zielone babki krzątały się koło mnie- w sali pooperacyjnej. Pomogły mi wstać z łóżka, posadziły mnie na wózek i powiozły do pokoju. Było baaaardzo zimno! Aż mną telepało. Położyły mnie-oczywiście jak zombi-przykryły i leżałam…samoloty w głowie, trochę mdliło, zimno i bardzo senna i słaba. Była godzina 14.
Całość trwała 1,5h.
Ostatnia babka z pokoju została wezwana o 15 i wróciła po 10 min!!! Okazało się ,że w nocy zaczęła robić się jej opryszczka i odesłali ją do domu, z nie można! Ale cyrk! Pech jak nic miała kobieta. Spakowała się, dostała obiad i pojechała -na szczęście mąż był z nią.
O 15 poczułam się już lepiej-przestało mną trząść, wirowania się uspokoiły.
O 17 dali jeść, ale ciężko było coś przełknąć..1 bułkę suchą jadłam 4h. Reszty nie tknęłam-sałatkę jak spróbowałam, to myślałam, że polecę wymiotować.
Wieczorem obchód, przyniesiono karty z opisem choroby zdiagnozowanej, antybiotyk do ręki i tabletki przeciwbólowe.
Zerknęłyśmy z kobitkami w nasze karty i u nich :diagnoza:Otoskleroza, zabieg: Stapedotomia
A u mnie!!!!! Szok!!!! Diagnoza: Unieruchomienie łańcucha kosteczek w uchu lewym o niejasnej etiologii.
Dalej szok: Zabieg: Poszerzenie kanału słuchowego, Ossikuloplastykę z myringoplastyką.
Usiadłam z wrażenia. Ale jak? Nie otoskleroza? Przecież wszystko na to wskazywało! I wywiad rodzinny potwierdza regułę!
Czytałam i czytałam w necie o tym co mi jest.
I do końca nie wiem :-/
Tu macie opis: http://whc.ifps.org.pl/uszkodzenia-kosteczek-sluchowych/
http://www.otoendoscopy.pl/podstrony/Aktualny_stan_wiedzy/Ossikuloplastyka,_transtympanalna.html
Ale!!! Po ledwo przespanej nocy dostałyśmy śniadanie o 7 rano i o 9 poszłyśmy na zmiany opatrunku i wypis, zwolnienie.
Pani doktor, która była zaczęła tłumaczyć mi co mi zrobili. Powiedziała, że otokslerozy u mnie nie stwierdzili, że skostnienia, które wyszły na tomografie to były liczne zwapnienia wokół kosteczek słuchowych i one były nieczynne, jakieś zrosty itp. Mam uszkodzone struktury ucha środkowego- prawdopodobnie to wrodzona wada rozwojowa. Ale nie wiedzą skąd to i co to. Usunęli mi te zwapnienia, do tego błona bębęnkowa była jakimś resztkiem, usunęli i odtworzyli mi nową-myringoplastyka:
Co to jest i na czym polega myringoplastyka?
Myringoplastyka, czyli rekonstrukcja błony bębenkowej, jest to zabieg wykonywany na ogół przez przewód słuchowy zewnętrzny, tak że na zewnątrz niewidoczne są jakiekolwiek ślady czy blizny (istnieje też możliwość operacji po wykonaniu cięcia za małżowiną uszną, ale ta forma jest rzadziej stosowana). W wielu przypadkach niezbędne jest wykonanie dodatkowego niewielkiego cięcia umożliwiającego pobranie materiału do rekonstrukcji. Materiałem tym może być, przypominająca swoim wyglądem fragment folii plastikowej, ochrzęstna lub cienki fragment chrząstki pobrany z małżowiny usznej (cięcie długości ok. 1 cm w mało widocznej części małżowiny) lub powięź mięśnia skroniowego (cięcie długości ok. 2 cm, ukryte we włosach). Materiały te, będąc tkankami własnymi pacjenta, są w pełni bezpieczne i nie stwarzają ryzyka przeniesienia jakichkolwiek chorób. Decyzja o wyborze odpowiedniego materiału zależy od stanu ucha i wyników badania słuchu. Często decyzja taka może zapaść dopiero po dokładnej ocenie ucha podczas zabiegu operacyjnego. Błona bębenkowa zostaje zrekonstruowana za pomocą pobranego materiału, który wgaja się i integruje się z otaczającymi tkankami. Po zabiegu w uchu pozostaje opatrunek. W miejscach cięć zakładane są szwy. Po zdjęciu szwów i wygojeniu ewentualne blizny są mało lub zupełnie niewidoczne. Efekt słuchowy i anatomiczny operacji ujawnia się dopiero po wyjęciu opatrunku, co następuje najczęściej po około tygodniu.
Do tego poszerzyli mi przewód słuchowy, bo był jakoś nie tak wykształcony. Ciężko się ogólnie dowiedzieć więcej.
Z taki informacjami dostałam wypis, 2 tyg zwolnienia i o 10 już byłam gotowa do wyjścia do domu.
Teraz jestem w domu, ucho boli tak średnio- trochę szumi i dzwoni, trochę przymula mnie, apetyt średni- nie mam smaku na języku. wszystko co jem to guma lub folia :-/
Czuję szwy w uchu, one chyba bolą mocniej. Ucho zaklejone, opatrunki w środku.
W piątek 29-08-2014  w godz. 12-13 mam się stawić na wyjęcie opatrunku.
Zrobili mi jakieś cuda, nie wiem na co choruję i nikt nie potrafi mi powiedzieć czy będzie dobrze.
Pozostaje czekać i przetrwać to wszystko i mieć nadzieję, że choć trochę się polepszy, bo i tak ucho nie nadawało się do niczego.
Dam znać co dalej

Dalej:
Tydzień był dość ciężki-pobolewało, jakby mi prądy przechodziły, bolała głowa i nie można było spać.
Osłabienie, przymulenie i czasem zawirowania w głowie to norma.
29 sierpnia pojęchałam na umówioną 12 godzinę do Kajetan na wyjęcie opatrunków i szwów.
Pod drzwiami gabinetu czekałam 3h!!! W końcu wyświetlił się mój numerek.
Miła Pani doktor zaczęła przeglądać historie mojej choroby, opowiedziała co mi robili i stwierdziła, że nie wiedzą o co tu chodzi :-/
Po otwarciu ucha stwierdzili unieruchomienie wszystkich kosteczek słuchowych- były zaklejone solami wapnia.
Tak samo błona bębenkowa, która faktycznie nazywała się tylko błoną, bo od dawna nią nie była i nie spełniała swojej roli.
Zrobili mi plastykę z mobilizacją strzemiączka, odtworzyli błonę, poszerzyli przewód słuchowy.
Ponieważ wszystko wskazywało na otosklerozę, a po otwarciu nie stwierdzili tego, Pani doktor przyznała, że to może być bardzo nietypowa, inna otoskleroza, jakiej ona nie widziała :-/ Ot jaki jestem wynalazek!
Podczas prób stroikowych- kamertonem poprawy brak.
Nadziei wielkiej mi nie robiła, że może być lepiej.
Za miesiąc wracam na badanie słuchu-teraz tam się wszystko goi i wtedy podejmą decyzję co dalej.
Jak nie będzie poprawy to z powrotem pod nóż. Na dziś nic nie wiadomo
W środku byłam jakieś 15 minut.
Czekamy.