Faworki taty -dziecięce wspomnienia

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Filament.io 0 Flares ×

 

Dziecięce wspomnienie?
Np. Zawijanie faworków. Mistrzem ciasta był zawsze tata.
Kruche, pachnące, znikały w oka mgnieniu.
Gdy byłam z wizytą postanowiliśmy zadziałać w kuchni w 3 pokolenia!
Rodzice, ja i wnuki :-D.
Tata zrobił ciasto, uszykował paski, wnuki zawijały, mama smażyła,
a ja strzelałam fotki :-D-parę zawijasów też zrobiłam
Efekt? Godzinne pałaszowanie faworków i pełne brzuchy!

 

Co nam trzeba?
300g mąki pszennej tortowej
6 żółtek
1 łyżka spirytusu
2 łyżki śmietany -kwaśnej-12-18%
szczypta soli
dodatkowo:
cukier puder do posypania
smalec/tłuszcz do smażenia do smażenia:400g

Robimy!
Mąkę przesiewamy, dodajemy żółtka, śmietanę i spirytus.
Zagniatamy ciasto-dokładnie i tak długo aż będzie dość miękkie -jeśli jest twarde dodaj jeszcze łyżkę śmietany.
Zdjęcie
Odkładamy ciasto na około 30-40 minut. Po tym czasie ciasto dzielimy na 3 kawałki i każda część bardzo cienko wałkujemy!
Tniemy nożykiem na paski około 2 cm szerokości i około 5-10cm długości-jak kto woli. Na środku każdego paska robimy małą kreskę i zawijamy faworka, przekładając jeden z końców przez tę kreskę.
ZdjęcieZdjęcie
I tak po kolei całe ciasto.
Zdjęcie
Tłuszcz mocno rozgrzewamy.
Zdjęcie
Smażymy małymi partiami i krótko-kilkanaście sekund z każdej strony. Mają być złociste.
Trzeba pilnować aby nie spalić. Wykładamy na ręcznik papierowy, aby wchłonął nadmiar tłuszczu,  studzimy i posypujemy cukrem pudrem.
Zajadamy świeżutkie!

Print Friendly, PDF & Email
6Shares

24 odpowiedzi do “Faworki taty -dziecięce wspomnienia”

          1. Częstujcie się ile wlezie-chwilowo nie mogę 😀 Oddam wszystkie-jak dzieci zostawią!!

  1. Przepis można udoskonalić. Moja (św. pam. już) Mama ciasto robiła do 3 dni przed smażeniem a następnie kładła je w najzimniejszym (nie w zamrażalniku) miejscu w lodówce. Dopiero potem dzieliła, wałkowała i cięła. Wszyscy przekładaliśmy i układaliśmy warstwami na przesypanych mąką białych prześcieradłach, przykrywając prześcieradłem każdą warstwę i na nią potem kolejną. Gdy warstw było 8-10 – kończyło się ciasto. Wychodziło jakieś 200-300 faworków 😀
    Potem Mama rozpuszczała dużo smalcu w długiej brytfannie (takiej, jak do keksu) ustawiając ją na dwóch palnikach. I zaczynało się smażenie, jak na taśmie. po prawej stronie stał talerz, na którym układaliśmy surowe faworki a po lewej koszyk wyłożony serwetkami. Smażenie odbywało się więc w ruchu ciągłym – wymienialiśmy talerze i koszyki. Faworki z opróżnionego koszyka były układane na paterach w stosy, warstwami, każda warstwa przesypywana cukrem pudrem. A potem jedliśmy je przez około 3 tygodnie (stały poza zasięgiem dzieci (choć radziliśmy sobie z dostępem do nich :D)).. Palce lizać! To se ne vrati, Panie Havranek! 🙁

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *