Woreczek żółciowy-czyli usunięcie i co jeść jak go nie ma


Na początek parę słów mądrości z poradnikzdrowie.pl:
Pęcherzyk żółciowy, popularnie nazywany woreczkiem żółciowym, stanowi swego rodzaju magazyn żółci wytwarzanej przez wątrobę i potrzebnej do metabolizowania tłuszczów. Podczas procesów trawiennych jest ona na bieżąco transportowana drogami żółciowymi do dwunastnicy. U niektórych osób, nie wiadomo dokładnie z jakiej przyczyny, w pęcherzyku wytrącają się kryształki cholesterolu i soli żółciowych, które zbijają się w grudki, tworząc złogi żółciowe, tzw. kamienie.
http://www.poradnikzdrowie.pl/zdrowie/uklad-pokarmowy/woreczek-zolciowy-dlaczego-powstaja-kamienie-objawy-leczenie-kamicy_37402.html

Moja przygoda z woreczkiem zaczęła się jesienią 2011 roku. Po dłuższej walce z bolesnym brzuchem dostałam skierowanie na USG. Przy okazji którego dowiedziałam się, iż jestem posiadaczką kamyka 12mm. Przyczyna moich dolegliwości leżała jednak gdzie indziej (dziś myślę czy aby na pewno? ), więc nie myśląc o kamyku za wiele, sprawa przycichła.
Aż do lipca 2014, gdzie przez 3h walczyłam z bólem brzucha, pleców, siedząc, leżąc, stojąc czy chodząc. Atak kolki.
Kolejne USG wykazało, że kamyk dorósł do rangi kamienia i już ma 2cm średnicy. I zaczęła się moja bolączka. atak się nie powtórzył, jednakże dzień w dzień odczuwałam jego obecność w formie wydęcia, nudności, pobolewania itp.
Postanowiłam działać, gdyż wolałam załatwić to raz na zawsze, zanim to załatwi mnie.
Najbliżej mi do Giżycka, ale z terminami nie mogliśmy się dopasować, więc zaplanowałam sobie termin na ferie.
Aby było jeszcze lepiej-w Inowrocławiu u rodziców, aby dzieci miały ferie i dziadków.
A ja opiekę nad dziećmi i spokojną głowę 🙂
Przy pomocy osobistego Aniołka 😉  moje plany zostały wcielone w życie.
I tak oto w sobotę przybyłam z dziećmi do rodziców i 26 stycznia o 7 rano zameldowałam się w Szpitalu w Inowrocławiu.
Przyjęcie i otrzymanie łóżka trwało 3h ( w tym czasie poza papierologią miałam tylko pobraną krew-4 próbówki! ).
Trafiłam na 4 osobową salę. Do końca dnia miałam jeszcze RTG płuc, EKG serca, spotkanie z anestezjologiem oraz wizytę lekarza, który miał mnie operować. Zbadał ogólnie i zapoznał mnie z możliwościami ryzyka i powikłań operacji. Podpisałam papier, że się zgadzam i już!
We wtorek odbyła się operacja. Rano dostałam piżamkę szpitalną (takie 2 kawałki materiału i sznureczki 🙂 ), przed samą godziną zero-koło 11 dostałam „głupiego Jasia -czyli pigułkę, która sprawia, że świat jest wesoły.
Wywieźli mnie łóżkiem na blok, pamiętam wszystko-panów i panie w zielonych kitlach, jak myli rączki, jak zakładali wenflon, jak założyli mi maskę i kazali oddychać. No i film się urwał -jak to po narkozie.
Operował mnie Doktor Lewicki- Fantastyczny lekarz!
Ogromna wiedza, doświadczenie i życzliwość dla pacjenta.
Po godzinie wróciłam do życia-była 12…Koszmar! Narkoza tak mi dała popalić,że do końca dnia, noc i następny dzień można wykreślić z życiorysu. Po przebudzeniu pół godziny widziałam podwójnie i łzy mi leciały (Czort wie dlaczego!), potem nie mogłam oddychać- podłączyli mi tlen, a potem zaczęły się wymioty i tak trwały 24h. Bezsenność, wyczerpanie, osłabienie. Sam ból po wycięciu nie jest straszny. Chociaż ładowali we mnie kroplówkę za kroplówką, więc kto wie?
Na pamiątkę miałam 3 opatrunki i dren z woreczkiem, który usunięto następnego dnia.
Zdjęcie
Operowano mnie laparoskopowo-jedno cięcie przy pępku, jedno cięcie w miejscu gdzie woreczek i jedna dziurka po drenie z boku brzucha. Pikuś.
Woreczka nie ma, kamienia nie ma.
4 dnia pobytu wyszłam do domu-po obchodzie lekarzy i zmianie opatrunku. Na drogę zabrałam zapalenie żył po wenflonie.
Zdjęcie
Zwolnienie łącznie z pobytem w szpitalu 3 tygodnie.
Minął tydzień-za 2 dni idę na zdjęcie szwów. Zaczęłam w końcu spać i nabierać sił.
Brzuch ogólnie nie boli-lekko ciągną szwy. Ale uważam, nie dźwigam, nie wysilam się. W środku jest rana i trzeba o tym pamiętać.

Wróćmy teraz do jedzenia!
Sam pobyt w szpitalu obfitował w niespodzianki:
W 1 dzień na obiad dostałam obcego-według rozpiski udziec z indyka :-/ z ziemniakami, marchewką i zupką
ZdjęcieZdjęcie
Na kolację było już lepiej-mielonka tyrolska i glut dżemowy.
ZdjęcieZdjęcie
2 dnia nie jadłam nic
3 dnia dostałam dopiero kolację-lekką zupkę rosołkową z kaszą manną.
4 dnia jak przynieśli śniadanie byłam baaardzo szczęśliwa!
Zupka mleczna z kasżą jęczmienną. Bułka pszenna, wędlina, kawa zbożowa. smakowało to wszystko razy 5 🙂
ZdjęcieZdjęcie

W między czasie dowiedziałam się, że Radusia wysypała ospa, a Kasia kaszle z oskrzeli. A takie dzieła dla mnie zrobiły.
Także wróciłam do domku wylegiwać się z chorymi dziećmi.

ZdjęcieZdjęcie
No i teraz najważniejsze!
Nie mam woreczka-rolę gromadzenia żółci przejął przewód pokarmowy.
Aby wszystko grało i współpracowało konieczna jest dieta-czas dla organizmu dla oswojenia sytuacji. Dieta wątrobowa.
Kartka A4 dwustronnie zapisana to moja biblia na minimum 6 tygodni. Ja postanowiłam ścisłą dietę trzymać do końca marca-dla bezpieczeństwa. Potem zaczną wprowadzać powoli dodatkowe rzeczy.
Co mi wolno jeść, a czego nie? W skrócie: nie mogę nic smażonego, tłustego, nie można: masła, serów, czekolady, słodyczy, wieprzowiny, ryb morskich, wielu warzyw, surowych owoców, kawy, ciemnych mąk i pieczywa, tylko pszenne…
Oswajam lwa w sobie i jem to co mi wolno-mam już kilka pomysłów na fajne jedzenie dostosowane do moich potrzeb.
Także zakładam dział Dieta bez woreczka i tak znajdziecie wszystko co możne w tym czasie jeść-przetestowane na sobie.
Dodajcie mi sił, bo życie bez czekolady jest trudne!!

ectoAlerg-coś do noska, coś dla oczu.

Około 3 tygodnie temu dostałam taką oto przesyłkę od firmy Langsteiner.
2 opakowania spray-u do nosa i 2 opakowania kropelek do oczu.
Firma Langsteiner została założona w 1996 roku w Krakowie.
Zajmuje się importem, dystrybucją i produkcją dietetycznych środków spożywczych oraz suplementów diety.
Więcej możecie poczytać na ich stronie, wachlarz ich produktów jest dość szeroki.
Ja przedstawię Wam to co dostałam:

ECTOALERG SPRAY DO NOSA 20ml
Jak donosi producent:
Wyrób medyczny przeznaczony do leczenia i zapobiegania występowania objawów alergicznego nieżytu nosa oraz do łagodzenia oraz profilaktyki podrażnień i zapalenia błony śluzowej nosa. Nie zawiera środków konserwujących, a specjalny system aplikacji chroni przed potencjalnym wnikaniem drobnoustrojów.
Działanie: W wyniku stosowania Ektoiny, naturalnej cząsteczki o działaniu ochronnym – składnika posiadającego szczególne właściwości ochronne dla komórek, właściwości nawilżające oraz zdolność tworzenia ochronnego kompleksu wodnego – ectoAlerg spray do nosa chroni przed szkodliwym wpływem alergenów, odwodnienia błony śluzowej nosa oraz ułatwia regenerację wrażliwej błony śluzowej nosa.
Skład:
2% Ektoina, woda,sól alpejska.
Moja opinia: Od około 2 tygodni zmagam się z kaszlem, katarem. Używam codziennie tego sprayu. Nie jest to lek typu oddtykającego.
Jego działanie jest w inny sposób zbawienne- pięknie nawilża  śluzówkę. Podczas kataru zawsze wysusza się nos, robią się podrażnienia, zaczerwienienia. Pierwszy raz od nie wiem jak dawna, nie mam takiej sytuacji. Jest leciutki-pięknie się rozpyla, daje uczucie świeżości i nawilżenia. Jest to duża ulga dla nosa. Spray nie ma zapachu praktycznie, ani smaku. Dla mnie świetny. Dla dzieci także-psikałam i nie narzekały. Napsikałam także tego sprayu do  inhalatora z nebulizatorem i wdychałam w ten sposób. Mam zamiar używać profilaktycznie i bez kataru.
Cena w sklepie jest około 15zł, ale jest przekreślona na 3,99.  Zerknijcie http://www.zdrowysklep.com.pl/
Cena na doz.pl to około 17zł

ECTOALERG KROPLE DO OCZU 10ml
Jak donosi producent:
Wyrób medyczny przeznaczony do zapobiegania i leczenia objawów alergicznego zapalenia spojówek. Odpowiedni do oczu wrażliwych.
Działanie: W wyniku stosowania Ektoiny, naturalnej cząsteczki o działaniu ochronnym – składnika posiadającego szczególne właściwości ochronne dla komórek, właściwości nawilżające oraz zdolność tworzenia ochronnego kompleksu wodnego – ectoAlerg krople do oczu chroni przed szkodliwym działaniem alergenów oraz ułatwia regenerację wrażliwej spojówki.
Wskazania i przeciwwskazania: Preparatu ectoAlerg krople do oczu nie należy stosować w przypadku nadwrażliwości na ektoinę lub inny składnik preparatu. W razie stosowania innych kropli do oczu lub miejscowych maści ocznych, należy zachować co najmniej 15-minutowy odstęp czasowy pomiędzy zastosowaniem preparatu ectoAlerg Krople do oczu i innych leków.
Skład:
2% Ektoina, woda, chlorek sodu, hydroksyetyloceluloza i bufor cytrynianowy.
Moja opinia: Używałam dotychczas 2 razy-po nieprzespanej nocy, oczy bolały i po kilkugodzinnej pracy przy komputerze. Kropelki sa bardzo lekkie-oko robi się mokre, znika uczucie podrażnienia. Wyraźnie czuć odświeżenie i nawilżenie. dla osób z soczewkami i okularami myślę, że byłby super. Ale to kwestia wypróbowania
Cena w sklepie jest około 15zł, ale jest przekreślona na 4,99.  Zerknijcie http://www.zdrowysklep.com.pl/

Ogólne wrażenie jest bardzo pozytywne. Podczas wizyty u swojej doktor rodzinnej pokazałam ,że używam takiego sprayu i bardzo pochwaliła, mówiąc, że to bardzo dobry produkt. Zalecała stosować dalej.
Także i ja Wam polecam, a firmie dziękuję, że miałam okazję poznać ten produkt

Po operacji-wizyta po miesiącu-chwila prawdy

W dniu wczorajszym odwiedziłam Kajetany-ponownie. Na godz. 10.20 miałam wyznaczona wizytę.
Pod drzwiami gabinetu stawiłam się punkt 10 i od razu zostałam przyjęta.
Pan Doktor wypytał się mnie jak się czuje, czy zauważyłam poprawę itp.
Powiedziałam uczciwie, że niewielką. Lepiej słysze przez telefon i słyszę budzik. Często zatyka mi się ucho. Jak kichnę czy dmuchnę to robi mi się głośniej, ale na minutę czy dwie.
Zajrzał do ucha- stwierdził, że wszystko świetnie wygojone.
Wysłał mnie na badania tonalne z maskowaniem. Czekałam na nie godzinę.
Puszczali mi tych dźwięków z szumami i bez no i audiogramy wyszły takie same jak przed operacją.
Praktycznie jakby jej nie było!!!
Jak z wynikami stałam z powrotem do Doktora ściskało mi gardło…
Zostałam zapisana na reoperację do Profesora Skarżyńskiego.
Będziemy szukać innego wyjścia
Kiedy? Jeszcze nie wiem.
O godzinie 12 wyjechaliśmy do domu w smutku.
Muszę jeszcze walczyć.
Może tym razem się uda?
Muszę wierzyć…
U góry moje audiogramy

Ossikuloplastyka z myringoplastyką czyli moja wizyta w Kajetanach

Zdjęcie

21 sierpnia – czwartek-dotarłam do Kajetan około godz. 10 rano. Po 2,5h godzinach oczekiwania wezwano mnie do gabinetu (wcześniej musiałam wypełnić cały plik papierów-wywiad anestozjologiczny, zgody różne itp.). Z tymi papierami wkroczyłam do Pana doktora. Zajrzał do uszu, do nosa, zrobił próby stroikowe, wziął badania, które miałam przywieźć:
-ekg serca
-morfologia pełna i krzepliwość krwi
-zaświadczenie od lekarza rodzinnego o stanie zdrowia
-grupa krwi
-szczepienie przeciwko żółtaczce
– wypisy jak gdzieś się lecze czy z innego pobytu w szpitalu
Potem wysłał mnie na badanie słuchu. Po zrobieniu odniosłam mu i kazał przyjąć się na oddział. Uffff….nie odesłali mnie do domu.
Trzeba być zdrowiutkim!
Zgłosiłam się do stanowiska hospitalizacji i dostałam opaskę na rękę-po około 0,5 h zawołano moje nazwisko i dostałam przydział pokoju. Pokoik czysty, nowoczesny, z klimatyzacją, z łazienką, szafkami itp.
Pomaszerowałam na pięterko, a tam mój pokój zajęty! 4 łóżka i 4 babki (dosłownie babki! ), poszłam więc do pielęgniarki i ulokowała mnie w pustej 4-ce. Miałam więc możliwość wyboru łóżka :-D.  Łóżka dość twarde-plecy mnie bolały po 1 nocce, z pilotem do regulacji góra, dół, co było bardzo fajne potem! Było około godz. 14.
Poszłam sobie połazić, podzwonić, bo w pokoju Orange zasięg miało fatalny prawie zerowy- nie mogłam dzwonić, ledwo sms-y szły. Ale jest wi-fi za darmo dla gości, więc internet szedł jak burza.
Po powrocie do pokoju były już pozostałe współlokatorki- fantastyczne kobiety-wszystkie w takim wieku, że mogłyby być moimi mamami 😉 i wszystkie słyszały lepiej ode mnie…
O 17 kolacja. Poszłyśmy do baru. Bułeczka, 2 kromki chleba, 3 plastry wędliny, ser, strzęp sałaty i masłopodobna kosteczka.
W pokoju padłyśmy spać po 20. wszystkie zestresowane i zmęczone, bo każda przyjechała z daleka. Jak zasypiałyśmy wpadła pielęgniarka i poinformowała, że od 7.30 są zabiegi i mamy być gotowe. Do tego czasu nikt nie zagląda, nie robi badań i się tobą nie interesuje.
Od 6 rano następnego dnia (piątek) szaleństwo. Mycie włosów, suszenie, mycie ciała, czyste piżamki. Nie jemy i nie pijemy. 7.23 wpada pielęgniarka i porywa 1 babkę, o 7.30 wpada i leci następna. 2 zostają- w tym ja…czekamy dalej bez jedzenia i picia. O 9 rano wraca 1 babka jak zombi idzie do łóżka prowadzona przez pielęgniarkę (pod pokój podwożą na wózku). Kładzie się i leży z zamkniętymi oczami (niebawem miałam się o tym przekonać). My dalej czekamy. O 11 wraca następna-kolejne zombi. Po 3h! Miała reoperację ( w czerwcu miała 1 i nie wyszło)-operował ją sam prof. Skarzyński. 12.30 wpada piguła i woła moje nazwisko. Kopniak w tyłek od sąsiadki, szlafroczek i idę. Bloki operacyjne są na tym samym piętrze, więc przeszłam 15m i już byłam na miejscu. Drzwi się odsunęły (miałam skojarzenia jak w Seksmisji 😀 przez cały czas hahaha ) weszłam do środka na krzesełko, szlafroczek na wieszak, odsunęły się kolejne drzwi i  pielęgniarka w zielonym ubranku poprosiła mnie do środka. Szłam tunelem i mijałam tylko drzwi z literami A, B, C, D i E- mój. Otworzyły się drzwi i zaraz znów drzwi i weszłam do dużej sali, bielutkiej aż raziło, z mnóstwem sprzętu, monitorów itp.  itd.
Położyłam się grzecznie na łóżeczko-wąskie! aż ręce spadały. Zielona Pani podłączyła mi elektrody do kontroli pikawki, zamocowała wenflon i przyszedł Zielony Pan. Powiedział, że zrobi mi się ciepło i zakręci w głowie. Coś mi wstrzyknęli i nałożyli maseczkę. Zrobiłam się cięzka jak 100kg poczułam bezwład, zaczęło mi wirować, oczy zamykałam i otwierałam, pomyślałam, kurcze nie działa, nie zasnę, muszę wciągnąć mocniej i wciągnęłam porządnie nosem i już obudziłam się po wszystkim….
Sam moment przebudzenia pamiętam jak przez mgłę. Jakieś zielone babki krzątały się koło mnie- w sali pooperacyjnej. Pomogły mi wstać z łóżka, posadziły mnie na wózek i powiozły do pokoju. Było baaaardzo zimno! Aż mną telepało. Położyły mnie-oczywiście jak zombi-przykryły i leżałam…samoloty w głowie, trochę mdliło, zimno i bardzo senna i słaba. Była godzina 14.
Całość trwała 1,5h.
Ostatnia babka z pokoju została wezwana o 15 i wróciła po 10 min!!! Okazało się ,że w nocy zaczęła robić się jej opryszczka i odesłali ją do domu, z nie można! Ale cyrk! Pech jak nic miała kobieta. Spakowała się, dostała obiad i pojechała -na szczęście mąż był z nią.
O 15 poczułam się już lepiej-przestało mną trząść, wirowania się uspokoiły.
O 17 dali jeść, ale ciężko było coś przełknąć..1 bułkę suchą jadłam 4h. Reszty nie tknęłam-sałatkę jak spróbowałam, to myślałam, że polecę wymiotować.
Wieczorem obchód, przyniesiono karty z opisem choroby zdiagnozowanej, antybiotyk do ręki i tabletki przeciwbólowe.
Zerknęłyśmy z kobitkami w nasze karty i u nich :diagnoza:Otoskleroza, zabieg: Stapedotomia
A u mnie!!!!! Szok!!!! Diagnoza: Unieruchomienie łańcucha kosteczek w uchu lewym o niejasnej etiologii.
Dalej szok: Zabieg: Poszerzenie kanału słuchowego, Ossikuloplastykę z myringoplastyką.
Usiadłam z wrażenia. Ale jak? Nie otoskleroza? Przecież wszystko na to wskazywało! I wywiad rodzinny potwierdza regułę!
Czytałam i czytałam w necie o tym co mi jest.
I do końca nie wiem :-/
Tu macie opis: http://whc.ifps.org.pl/uszkodzenia-kosteczek-sluchowych/
http://www.otoendoscopy.pl/podstrony/Aktualny_stan_wiedzy/Ossikuloplastyka,_transtympanalna.html
Ale!!! Po ledwo przespanej nocy dostałyśmy śniadanie o 7 rano i o 9 poszłyśmy na zmiany opatrunku i wypis, zwolnienie.
Pani doktor, która była zaczęła tłumaczyć mi co mi zrobili. Powiedziała, że otokslerozy u mnie nie stwierdzili, że skostnienia, które wyszły na tomografie to były liczne zwapnienia wokół kosteczek słuchowych i one były nieczynne, jakieś zrosty itp. Mam uszkodzone struktury ucha środkowego- prawdopodobnie to wrodzona wada rozwojowa. Ale nie wiedzą skąd to i co to. Usunęli mi te zwapnienia, do tego błona bębęnkowa była jakimś resztkiem, usunęli i odtworzyli mi nową-myringoplastyka:
Co to jest i na czym polega myringoplastyka?
Myringoplastyka, czyli rekonstrukcja błony bębenkowej, jest to zabieg wykonywany na ogół przez przewód słuchowy zewnętrzny, tak że na zewnątrz niewidoczne są jakiekolwiek ślady czy blizny (istnieje też możliwość operacji po wykonaniu cięcia za małżowiną uszną, ale ta forma jest rzadziej stosowana). W wielu przypadkach niezbędne jest wykonanie dodatkowego niewielkiego cięcia umożliwiającego pobranie materiału do rekonstrukcji. Materiałem tym może być, przypominająca swoim wyglądem fragment folii plastikowej, ochrzęstna lub cienki fragment chrząstki pobrany z małżowiny usznej (cięcie długości ok. 1 cm w mało widocznej części małżowiny) lub powięź mięśnia skroniowego (cięcie długości ok. 2 cm, ukryte we włosach). Materiały te, będąc tkankami własnymi pacjenta, są w pełni bezpieczne i nie stwarzają ryzyka przeniesienia jakichkolwiek chorób. Decyzja o wyborze odpowiedniego materiału zależy od stanu ucha i wyników badania słuchu. Często decyzja taka może zapaść dopiero po dokładnej ocenie ucha podczas zabiegu operacyjnego. Błona bębenkowa zostaje zrekonstruowana za pomocą pobranego materiału, który wgaja się i integruje się z otaczającymi tkankami. Po zabiegu w uchu pozostaje opatrunek. W miejscach cięć zakładane są szwy. Po zdjęciu szwów i wygojeniu ewentualne blizny są mało lub zupełnie niewidoczne. Efekt słuchowy i anatomiczny operacji ujawnia się dopiero po wyjęciu opatrunku, co następuje najczęściej po około tygodniu.
Do tego poszerzyli mi przewód słuchowy, bo był jakoś nie tak wykształcony. Ciężko się ogólnie dowiedzieć więcej.
Z taki informacjami dostałam wypis, 2 tyg zwolnienia i o 10 już byłam gotowa do wyjścia do domu.
Teraz jestem w domu, ucho boli tak średnio- trochę szumi i dzwoni, trochę przymula mnie, apetyt średni- nie mam smaku na języku. wszystko co jem to guma lub folia :-/
Czuję szwy w uchu, one chyba bolą mocniej. Ucho zaklejone, opatrunki w środku.
W piątek 29-08-2014  w godz. 12-13 mam się stawić na wyjęcie opatrunku.
Zrobili mi jakieś cuda, nie wiem na co choruję i nikt nie potrafi mi powiedzieć czy będzie dobrze.
Pozostaje czekać i przetrwać to wszystko i mieć nadzieję, że choć trochę się polepszy, bo i tak ucho nie nadawało się do niczego.
Dam znać co dalej

Dalej:
Tydzień był dość ciężki-pobolewało, jakby mi prądy przechodziły, bolała głowa i nie można było spać.
Osłabienie, przymulenie i czasem zawirowania w głowie to norma.
29 sierpnia pojęchałam na umówioną 12 godzinę do Kajetan na wyjęcie opatrunków i szwów.
Pod drzwiami gabinetu czekałam 3h!!! W końcu wyświetlił się mój numerek.
Miła Pani doktor zaczęła przeglądać historie mojej choroby, opowiedziała co mi robili i stwierdziła, że nie wiedzą o co tu chodzi :-/
Po otwarciu ucha stwierdzili unieruchomienie wszystkich kosteczek słuchowych- były zaklejone solami wapnia.
Tak samo błona bębenkowa, która faktycznie nazywała się tylko błoną, bo od dawna nią nie była i nie spełniała swojej roli.
Zrobili mi plastykę z mobilizacją strzemiączka, odtworzyli błonę, poszerzyli przewód słuchowy.
Ponieważ wszystko wskazywało na otosklerozę, a po otwarciu nie stwierdzili tego, Pani doktor przyznała, że to może być bardzo nietypowa, inna otoskleroza, jakiej ona nie widziała :-/ Ot jaki jestem wynalazek!
Podczas prób stroikowych- kamertonem poprawy brak.
Nadziei wielkiej mi nie robiła, że może być lepiej.
Za miesiąc wracam na badanie słuchu-teraz tam się wszystko goi i wtedy podejmą decyzję co dalej.
Jak nie będzie poprawy to z powrotem pod nóż. Na dziś nic nie wiadomo
W środku byłam jakieś 15 minut.
Czekamy.

Podejrzenie Otosklerozy- czyli życie w świecie ciszy

fot. Google

Bijąc się z myślami od dawna stwierdziłam, że powiem Wam moja historię.
Takich jak ja jest wiele, a może potrzebne komuś wsparcie? Chęć rozmowy. to trudny temat…
Na wstępie http://pl.wikipedia.org/wiki/Otoskleroza
Moja historia jest długa- mimo moich 33 lat…skrócę ją Wam możliwie jak się da!
Piękny wiosenny dzień, spacer z tatą, szyld na budynku: Darmowe badanie słuchu…
W wieku 18 lat czując, że gorzej słyszę, poszłam tam i  zbadałam słuch.
Wynik przeszedł moje oczekiwania – wyszedł niedosłuch do 50 dB na prawe ucho.
Zaczęły się badania u kilku lekarzy i zaaplikowano mi aparat słuchowy…i tyle. Poszłam na studia- na wykłady zakładałam aparat, aby lepiej słyszeć, poza tym nie nosiłam, dawałam radę funkcjonować czasami prosząc o powtórzenie tego, co się do mnie mówi.
Przyszedł koniec studiów, kupiłam kolejny aparat- co 5 lat przysługuje refundacja z NFZ i PFRON-u.
Uzyskałam stopień niepełnosprawności o stopniu lekkim.
Wiecie co to znaczyło dla młodej dziewczyny? 24 letniej, kochającej sport?
Ogrom wylanych łez jest nie do opisania…
Przyszła pierwsza ciąża-25 lat,trochę gorzej zaczęłam słyszeć, ale co tam! Przecież mam aparat! Lekarze mi go  podregulowali i do przodu.
Nikt nie pytał, dlaczego młoda tak źle słyszy. Nikomu nie przyszło do głowy, że coś jest na rzeczy.
Druga ciąża-28 lat i znów trochę gorzej.
Moje audiogramy sięgnęły do 65 dB prawe ucho ,lewe tez już zaczęło szwankować i wyniki sięgnęły mi do 50 dB.
Aparat podregulowany i do przodu. W 2011 kolejny aparat- już 3.
Słuch zaczął mi lecieć w dół na łeb na szyje.
Przerażona zaczęłam szukać w necie informacji- zaświtało mi, że przecież dziadek źle słyszy i ciocia. Coś musi w tym być!
Zaczęłam domyślać się, że to jakaś choroba dziedziczna.
I tak po nitce do kłębka odszukałam otosklerozę…
U laryngolog poprosiłam o skierowanie do Instytutu Fizjologii i Patologii Słuchu w Warszawie.
Pojechałam i płakałam jak dziecko- po badaniach potwierdziło się, że jest bardzo źle
Pani doktor spytała, czemu tak późno przyjechałam, a mną po prostu nikt się nie interesował przez tyle lat.
To było w grudniu 2012 r.
Powiedziała,że będą szukać sposobu aby mi pomóc, ale na chirurgie może być za późno i kwalifikuje mnie do badań na implant ślimakowy. Pojechałam w walentynki 2013 r. do Kajetan- Światowego Centrum Słuchu na kolejne badania po których wyszło,że mimo głębokiego niedosłuchu radzę sobie super w aparacie, w maju -pojechałam na kolejne badania, w tym na tomograf głowy, aby sprawdzić jak wygląda sytuacja w moim uchu, jak ślimak.
Wyniki pokazały ,że to prawdopodobnie otoskleroza (fachowo-lekkie zamiany w okienku owalnym)
Na 100% nigdy się tej choroby nie potwierdzi jak nie otworzy się ucha.
Zostałam zakwalifikowana na zabieg stapedotomi/stapedektomi
http://pl.wikipedia.org/wiki/Stapedotomia
http://pl.wikipedia.org/wiki/Stapedektomia
Mówiąc wprost- będą usuwać mi obumarłą kosteczkę strzemiączka i zakładać protezkę w to miejsce.
Postaram się zatrzymać postęp choroby na jakiś czas!
Termin operacji wyznaczyli mi za 18 miesięcy- na październik 2014 r.
Jednak dostałam telefon i jadę już za 3 tygodnie- 22 sierpień 2014 (stawić muszę się dzień wcześniej) i zobaczymy co dalej…
Bez aparatu słuchowego żyję w świecie ciszy- dzieci do mnie mówią-prawie nie słyszę,nie słyszę dzwonków, budzika itp.
W aparacie też nie słyszę tak dobrze.
Ale pracuję i otwarcie mówię, że słabo słyszę, nie wstydzę się tego i nie ukrywam.
To nie mój wybór, że choruję.
Walczę ze sobą co dnia, raz sie śmieje, raz płaczę..mam lepsze i gorsze dni..najgorzej, że to choroba dziedziczna i jak patrze na moje szkraby to pojawia się strach, czy na nie trafi czy też nie, ale wiem,że jestem mądrzejsza o wiedzę i będę ich pilnować, obserwować i jak coś będzie to odrazu rusze do lekarzy…
Póki co muszę skupić się na sobie, aby żyć dalej.
I wiem jeszcze jedno- nigdy się nie poddam, aby żyć pełnią życia!
Muszę walczyć, mam pracę , plany i marzenia i chcę je realizować!
Często mi szumi i dzwoni w głowie-to efekt choroby…zwłaszcza jak zasypiam
Do 100 dB  sięgają audiogramy w obu uszach na krzywej powietrznej, mam rezerwę ślimakową około 30-40 dB.
Nie będę po operacji mieć słuchu jak dziecko, bo to choroba i ona postępuje, ale staram się ją zatrzymać na jakiś czas, walczę więc o słuch sprzed 8 lat!
Trzymajcie kciuki!!!
Będę rozwijać ten watek.
Zapraszam do rozmów.

Lecznicza mieszanka imbirowa na gardło


Ból gardła…kto go nie zna???
Od czasu, gdy koleżanka z firmy poczęstowała mnie herbatą z takim wynalazkiem nie wyobrażam sobie innego lekarstwa.
Od pół roku tabletek na gardło nie kupuję ( jak już mocno boli, a nie ma dostępu do herbaty, to tylko takie z imbirem Verbeny)
Piję tylko ciepłą herbatkę z takim oto dodatkiem.
Czyni CUDA!!!
Imbir- ma ogrom zalet, ale co do gardła to: Ma działanie odkażające i odświeżające, pozostawia miły zapach w ustach. Leczy infekcje, pobudza wydzielanie śluzu. Warto płukać nim bolące gardło ma działanie odkażające, wirusobójcze, leczy infekcje, pobudza wydzielanie śluzu, jest bogaty w substancje przeciwzapalne!

Miód lipowy ma działanie antybiotyczne, przeciwgorączkowe i przeciwkaszlowe
Cytryna- doskonałe źródło witaminy C

Kardamon-ma właściwości antyseptyczne, przynosi ulgę w przeziębieniu

Cynamon –ma właściwości bakteriobójcze i przeciwzapalne, czyli pomaga utrzymać formę w okresach nasilonych przeziębień.
Co nam trzeba?
Kłącze imbiru 100g
1 cytrynę
2 czubate łyżki miodu lipowego (jak brak to może być inny oczywiście)
Opcjonalnie łyżeczka kardamonu lub cynamonu

Robimy!
Imbir cieniutko obieramy ze skórki (czasem nie obieram ), tarkujemy na małych oczkach.
Wrzucamy do szklanki/ miseczki/słoiczka
Wyciskamy do tego sok z cytryny, mieszamy, dodajemy miód, mieszamy i gotowe.
Wrzucamy czubatą łyżkę do ciepłej herbaty (nie gorącej!! bo giną witaminy z miodu i wit. C) i pijemy małymi łykami.
Rozgrzewa cudnie i działa!!.
Mieszankę trzeba użyć w ciągu 2 dni.
Polecam!!!