7 URODZINY BLOGA

0 Flares Twitter 0 Facebook 0 Filament.io 0 Flares ×

7 lat.
Sama nie wiem kiedy to zleciało.
Dzieci mi rosną, czas zasuwa, no ale staram się trzymać fason ha!

Dziękuję każdemu za te wspólne lata i oczywiście zapraszam na dalszą przygodę.
Aby było miło i jeszcze fajniej połączę te urodzinki z mikołajkowym prezentem.
Uszykowałam dla WAS upominek
Piękną książkę kucharską- unikatową kuchnię kresową plus zestaw dodatków, która się przyda każdej kobiecie (coś dla duszy, ciała i coś praktycznego)

DZIĘKUJĘ, że jesteście i zapraszam was na
URODZINOWY KONKURS

Temat konkursu:
Napisz co chciałbyś, abym przygotowała za smakołyk w najbliższym roku


Nie musisz gotować, robić zdjęć,
wystarczy, że tu pod postem konkursowym lub na FB, IG
odpowiesz na pytanie konkursowe.

Podpisz się koniecznie imieniem i nazwiskiem.
Ilość propozycji dowolna.

Miło mi będzie , jak polubisz mój fanpage:

Latosiowydom

Oraz Instagram

Latosiowydom

Miło mi będzie także,  jak udostępnisz post na:
FB/ google/twitter/ IG  i zaprosisz znajomych do zabawy!

Konkurs odbędzie się od 1 grudnia  do 10 grudnia 2020 roku

Zwycięzcę wyłonię w ciągu 3 dni i poproszę o dane do wysyłki!

Konkurs organizowany jest przez Latosiowydom
Biorąc udział zgadzasz się na w/w zasady.

Regulamin:
1. Facebook nie pomaga w przeprowadzaniu promocji
2. Promocja nie jest w żaden sposób sponsorowana,
popierana ani przeprowadzana przez serwis Facebook ani z nim związana.
3. Obowiązuje pełne zwolnienie serwisu Facebook z odpowiedzialności przez każdego uczestnika
4. Wysyłka na terenie Polski
5. RODO –Administratorem Twoich danych osobowych będzie Kinga Latosińska  www.latosiowydom.pl
6. Nagroda nie ulega wymianie na nagrodę pieniężną

Przysyłając zdjęcia, zostawiając komentarz, zgadzasz się na ich publiczną publikację.
W przypadku zwycięstwa twoje imię i nazwisko zostanie podane publicznie.

 

AKTUALIZACJA!

Dziękuję bardzo za wasze komentarze. Pojawiły się na Instagramie, jak i tutaj, na blogu. Oj będę miała co w nowym roku tworzyć!
Nagrodę otrzymuje ode mnie Ela Dymart.
Gratuluję i czekam na dane do wysyłki
🙂

Print Friendly, PDF & Email
0Shares

6 odpowiedzi na “7 URODZINY BLOGA”

  1. Ja jestem zauroczona sweet shotami. Słodkie deserki na jeden raz.
    Słodka rozkosz w mini wersji. Na słodkie popołudnie , na spotkanie przy kawie. Na imprezę ,na piknik .Na każdą okazję

  2. Urodziny i smakołyki! Jaaak to brzmi! Przede wszystkim gratuluję i życzę wszystkiego najlepszego w kolejnych latach internetowych działań 🙂 7 jest w naszej kulturze szczęśliwą liczbą, więc najbliższy rok z pewnością taki też będzie. Bardzo mocno poproszę o przygotowanie zestawu smakołyków na imprezę urodzinową i to takich, które mogą jeść i dzieci i dorośli, żeby przez żołądek trafić nie tylko do serca, ale i poczucia, że rodzinę łączy wspólny stół. A gdyby te smakołyki były do zrobienia czasowo gdzieś między pracą a sprzątaniem, praniem, prasowaniem, myciem okien i dmuchaniem urodzinowych balonów, byłoby optymalnie. Ostatecznie oczywiście wystarczy jeden kluczowy smakołyk (np. ciastko, nieoczywisty budyń, babeczka) bez spożywczych ograniczeń wiekowych 🙂

  3. No i zostałam wywołana do tablicy !
    Hasło: KRESY !
    Kresy – to dla niewtajemniczonych – dawne wschodnie tereny Państwa Polskiego.
    Obecnie przynależą do Ukrainy, Białorusi i Litwy.
    Moja rodzina pochodziła z Kresów.
    Mam do tych ziem duży sentyment.
    Przez długie lata nie można było tam pojechać.
    Nawet Czesław Miłosz zwątpił, że kiedyś odwiedzi swoje rodzinne strony. Pisał:
    „W mojej ojczyźnie, do której nie wrócę,
    Jest takie leśne jezioro ogromne, (…)”
    Tak też myślała moja babcia Anatolia i moja Mama.
    Wychowałam się słuchając ich tęsknych opowiadań.
    Kiedy się zmieniły czasy i Babcia pojechała do swego ukochanego Wilna, była rozczarowana.
    Nie ten klimat, nie ci ludzie.
    Mama tam nigdy nie wróciła.
    Za to ja po wielu latach zobaczyłam, gdzie mieszkali moi najbliżsi, a nawet znalazłam na Rossie grób mojej Prababci !
    Potem zawitałam tam jeszcze dwa razy.
    Zawsze towarzyszyło mi wielkie wzruszenie.
    I stał się „cud”: nigdy nie mogłam odczytać wierszy, które napisała moja Mama. Pisała czerwonym długopisem, litery przebijały na drugą stronę kartki, a pismo miała mało czytelne.
    Po pierwszym powrocie z dawnych Kresów nagle wszystko dla mnie stało się jasne.
    Odczytałam te wiersze !
    A nawet wydrukowałam i przechowuję w specjalnym albumie.
    Dla potomności !
    Powiem tylko, że przebijała z nich ogromna tęsknota do Wilna.

    Nie trzeba się domyślać, że w moim rodzinnym domu królowała kuchnia kresowa.

    I tu zbliżam się do zadania dla Autorki 7-letniego bloga ! 🙂
    Impuls dał mi właśnie tytuł książki – nagrody.
    Kuchnia kresowa jest bardzo smaczna, różnorodna i co tu dużo gadać, kaloryczna !
    Uważam, że jej poznanie i korzystanie z przepisów jest dla każdego pewnego rodzaju wyzwaniem i zadaniem.
    Sama jeszcze nie znam wielu dań.
    Autorka „Latosiowegodomu.pl” lubi wyzwania, więc…
    W przepisach na blogu znalazłam wiele dań podobnych do tych, które znam z rodzinnego domu i które są charakterystyczne nie tylko dla kuchni kresowej.
    A więc: babkę kartoflaną, chłodnik, barszcz, naleśniki, pasztety, pierogi, racuszki, galaretę wieprzową – zimne nóżki, uszka z farszem grzybowym, gołąbki, śledzika, pieczone mięsa, żurek, grochówkę, placki ziemniaczane, naleśniki, gulasz, kopytka, bułeczki drożdżowe, jajka w skorupkach, sałatkę, przecier pomidorowy, ogórki kiszone.

    Autorka bloga może pójść krok dalej i przygotować trzy lub jedną z trzech potraw naprawdę kresowych:
    1. kołduny,
    2. cepeliny,
    3. bliny.

    Do każdej potrawy odniosę się oddzielnie.

    Kołduny to rodzaj małych pierogów, ale farsz do nich jest inny niż na zwykłe pierogi z mięsem (siekana surowa wołowina, łój wołowy, duszona cebula, przyprawy).
    Po ulepieniu można je upiec, ugotować w wodzie czy w rosole, podawać w barszczu lub jako samodzielne danie.
    Zapamiętałam rodzinną „anegdotę”, którą opowiedział mi wujek
    z Warszawy.
    Jego brat zaprosił do domu towarzystwo na …kołduny.
    Oczywiście nie w jego wykonaniu, a jego mamy.
    Ciocia narobiła mnóstwo kołduńczyków – jak mawiano.
    A tradycja była taka, że pierożek trzeba było w całości włożyć
    do ust (inaczej wyciekał z niego na brodę rosół) i popić napojem wyskokowym.
    No i goście tak zrobili.
    Bardzo im smakowało, więc nie mieli umiaru w jedzeniu i piciu.
    A że kołduny są dość ciężkostrawne, „procentów” było dużo,
    a żołądki nieprzyzwyczajone, to jedno pomieszczenie
    w mieszkaniu było oblegane cały czas. 🙂

    Cepeliny to osobny rozdział !
    Do ich wyrobu nie można użyć każdego rodzaju ziemniaków,
    bo się rozpadną.
    Niestety, nie spytałam Babci, jak je robiła.
    Pozostał mi tylko smak.
    Kiedy sama po raz pierwszy je wykonać chciałam, to wyszła mi zupa !
    Napracowałam się, a ziemniaki i mięso rozgotowały się. Zniechęciło mnie to na długo, ale nie dawało spokoju.
    Poczytałam różne przepisy, porozmawiałam z tymi, którzy sami robią cepeliny i postanowiłam wystartować !
    Udały się !!!
    Polane wytopionym boczkiem, okraszone przysmażoną cebulą smakowały pysznie.
    Dziś mogę podpowiedzieć, że trzeba do nich kupić odpowiednie ziemniaki, dobrze wycisnąć po starciu, krochmal osadzający się na dnie miski dodać do kartofli, dołożyć wystarczającą ilość kartoflanki, część ziemniaków ugotować, przecisnąć przez praskę, połączyć ze startymi zachowując proporcje.
    Gotować trzeba około pół godziny na małym ogniu, mają „pyrkać”, bo inaczej się rozgotują !
    Mięso przemielone – farsz – należy doprawić solą, pieprzem
    i majerankiem. Dodać do niego drobno pokrojoną cebulkę.

    Kiedy po raz pierwszy pojechałam na Litwę, to się cieszyłam
    na myśl, że spróbuję prawdziwych cepelinów !
    Niestety nie !!!
    Dostaliśmy je na obiad dopiero w restauracji w … Polsce,
    na Podlasiu.

    Blińczyki !
    Dużo ich człowiecze nie zjesz, choćbyś chciał.
    Mój warszawski wujek goszcząc u mnie zjadł dwie sztuki
    z wielkim apetytem. Trzecia „wychodziła mu już uszami”.
    Sam blin nie byłby tak strasznie kaloryczny, ale polany stopionym masłem (zasada jest taka, że każdy blin powinien być polany, a po usmażeniu położony jeden na drugim ma być trzymany w ciepłym miejscu do momentu wydania), gęstą śmietaną, posypany startym żółtym serem, wędzonym łososiem czy kawiorem stanowi nie lada wyzwanie kulinarne dla jedzącego.

    Rozpisałam się niemiłosiernie.
    Ale chciałam pomóc, gdyby Autorka bloga postanowiła wybrać coś kresowego.

  4. Ja jestem za deserami pysznymi, wyglądającymi apetycznie ale jednocześnie z wartościowymi składnikami tak aby przemycić je sprytnie dzieciom do śniadanka czy na deser, a przy okazji oczywiście samej również dzięki nim opanować pokusy słodyczowe 🙂
    proponuje różnego rodzaju kulki, musy, ciastka, naleśniki i placuszki

Skomentuj małgorzata Anuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *